Łapię życie garściami

Ruszyłam tyłek z kanapy i dobrze mi z tym

Sport to zdrowie, każdy to powie… Niezaprzeczalny fakt, który powinien być naszą codzienną maksymą. Myślicie, że powołuje się na wyświechtany frazes? Otóż nie. Aktywność fizyczna wpływa korzystnie na naszą formę, zdrowie i figurę. Oczyszcza umysł, pozwala pozbyć się negatywnych emocji. Sama się o tym przekonałam, kiedy postanowiłam porzucić „kanapowy” tryb życia i ruszyć swoje cztery litery. Opłacało się zrobić ten krok. Polecam wszystkim. Na pewno znajdziecie idealną formę dla siebie (a możliwości jest multum). Siłownie, fitness kluby, ogromna ilość sprzętu i gadżetów sportowych – dla każdego coś miłego. Marketing działa, nawet prężnie. Szczególnie w internecie. Można śmiało stwierdzić, że sport stał się modny. Słynne trenerki (m.in. Anna Lewandowska czy Ewa Chodakowska) skutecznie mobilizują Polki do dbania o kondycję, zdrowy tryb życia, szczupłą sylwetkę. W zasadzie to całkiem fajny trend. Warto pamiętać jednak, aby ćwiczyć z głową, adekwatnie do indywidualnych możliwości. Można być „fit” ale bez popadania w paranoje (i kto to mówi, o zgrozo!). Drogie Panie, drodzy Panowie, do dzieła!

Jako dziecko zawsze uwielbiałam ruch. W szkole podstawowej moim konikiem była lekkoatletyka. Miałam nawet przydomek „torpeda”, wygrywałam większość zawodów w bieganiu. Nie straszny było mi zrobienie szpagatu czy salta, stanie na rękach lub na głowie. Wraz z dzieciakami z podwórka codziennie grałam w nogę, dwa ognie, uwielbiałam rower i rolki. W miarę upływu lat coraz bardziej się rozleniwiłam, aktywność fizyczna zeszła gdzieś na drugi plan… ruchu było coraz mniej (poza jazdą na rowerze, od czasu do czasu). Szczupła sylwetka ustąpiły miejsca powiększającemu się „zadkowi”. Wstyd się przyznać, ale straciłam formę na X……… lat. Jednak nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Zawsze jest odpowiedni moment, żeby „wziąć się za siebie”. Tylko trzeba to zrobić teraz, już, natychmiast, nie odkładać na jutro lub przyszły tydzień. W tym tkwi cała istota, ruszasz się i idziesz naprzód. Małymi kroczkami po coraz większe dystanse. Tak się to kręci. Liczy się systematyczność i wytrwałość. Jeśli po kilku miesiącach zobaczysz, że dajesz radę, że połknąłeś „bakcyla”, że sport stał się częścią twojego życia – wygrałeś. Brawo Ty.

U mnie przygoda zaczęła się po drugiej ciąży. Dzięki diecie i silnej woli udało mi się zrzucić kilkanaście zbędnych kilogramów. Przyszedł jednak czas, żeby włączyć do tego aktywność fizyczną. Sąsiadka namówiła mnie, na wspólne wieczory na aqua-aerobicu. Na początku jeździłam raz w tygodniu, potem już dwa. Regularnie. Wybrałam późne godziny wieczorne, żeby pogodzić to z pracą i obowiązkami domowymi. Dałam radę i znacznie poprawiłam formę i wydolność. Mój mąż nawet śmiał się, że mam niezły „kaloryfer” 🙂 Ja, matka Polka po 30-stce. Mówi się, że pod dzieciach kobietom ciężko wrócić do dawnej figury, „zapuszczają” się. Nie prawda, dla chcącego nic trudnego. Jestem tego idealnym przykładem. I choć do mojej wymierzonej masy mięśniowej jeszcze daleko, nie poddaję się i dążę do osiągnięcia celu.

Tak minęły prawie 3 lata i przyszedł czas na zmiany (aerobic w wodzie stał się nieco nużący) oraz przyspieszenie tempa. Na zajęcia w fitness klubie które mnie interesowały nie wyrabiałam czasowo z pracą zawodową, więc postanowiłam znów znaleźć coś odpowiedniego dla siebie „na wieczór”. I tak oto wraz z nadejściem wiosny zaczęłam uprawiać nordic walking. Kupiłam testowe kijki na allegro, obejrzałam kilkanaście filmów na YouTube na temat poprawnej techniki chodzenia. Okazało się, że to wcale nie takie proste. Wiem, że pewnie często widujecie starsze Panie wędrujące po rybnickich chodnikach (super, że się ruszają, „szacun”) ale trzeba się nieźle namachać, żeby miało to sens. Podejmuję zatem próby, na początku na krótkich dystansach. Wychodzi mi raz a lepiej, raz gorzej ale nie poddaję się. Staram się żwawo maszerować, oczywiście machając kijami na przemian, pod odpowiednim kątem, poprawnie stawiać stopy. Z czasem wychodzi mi coraz lepiej, uzależniam się od moich kijków, łapię „bakcyla”. Czuję silną potrzebę chodzenia, szybki ruch oczyszcza mi umysł ze złych emocji i codziennych nerwów, w pewien sposób działa na mnie antystresowo. Jest dobrze, mam coraz lepszą formę ale ciągle poprawiam technikę i czas. Zaopatrzyłam się w profesjonalny sprzęt. Wpadłam w regularny rytm i mimo dużej intensywności nie chcę tego zmieniać. Znacznie zwiększyłam dystans, bez problemu jestem w stanie przejść 10 km w miarę w szybkim tempie. Przyznaję się, że czasem mam wrażenie iż trochę „przedobrzyłam” ale zamierzam lepiej się odżywiać, żeby mój organizm miał pełen balans.

Przygodę z nordic walking rozpoczynam wiosną (już nadszedł ten moment) i kontynuuję co najmniej do późnej jesieni (mróz i rybnicki smog nie są sprzyjającymi warunkami). Kto wie, może wezmę udział w jakimś maratonie, byłoby super 🙂 Zawsze chciałam spróbować. Na pewno nie odpuszczę sobie ruchu, nie umiałabym. Sport jest mi potrzebny jak powietrze, chyba nie umiem bez niego żyć. Przyznam szczerze, że trochę zakręciłam się na jego punkcie, ale wyszło mi to na dobre. Jestem z siebie dumna, że się ruszyłam, że spróbowałam i daję radę. Ćwiczę nie tylko dla ciała ale również dla charakteru. To nierozerwalna całość. Tak, jestem fajterem a systematyczny ruch mi w tym skutecznie pomaga. Ruszyłam się z kanapy i dobrze mi z tym, Oby tak pozostało, oby na długo, oby na zawsze. Polecam wszystkim, jest MOC💪 .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *