Łapię życie garściami

Historia „dwóch kresek” czyli kilka słów o trudach macierzyństwa

Napisałam ten tekst dawno temu i długo leżakował w folderze pn. „doświadczenia” 📁. Dobra publikacja jest czasem jak wino, musi dojrzeć, nabrać koloru, zapachu oraz smaku. Tak też jest w tym przypadku, a przynajmniej w ten sposób to sobie tłumaczę, bo brzmi całkiem nieźle🤭. Dziś, raptem na kilka dni przed 6-tymi urodzinami mojego syna postanowiłam go udostępnić. Nadarzyła się okazja, więc robię to w ramach wspomnień. Okroiłam go trochę emocjonalnie (ówcześnie buzował), gdyż z biegiem lat zmieniła się moja perspektywa i pogląd na pewne sprawy czy sytuacje. Jednak refleksje i odczucia związane z tym wątkiem pozostały te same. Rozpoczynam go dość pompatycznie (w końcu ukończyłam polonistykę), a potem opisuje po prostu to, co mnie spotkało. Jeśli macie ochotę poznać poniższą historię, to zapraszam. Może w kolejnych linijkach znajdziecie cząstkę swoich własnych przeżyć? Kto wie… ⬇⬇⬇

Nasze życie jest to ciągłe zdobywanie doświadczeń. Hmmm, nie powiedziałam nic innowatorskiego prawda? Zabrzmiało jak motto z klasycznej powieści moralizatorskiej. Ale to fakt i wszyscy o tym wiemy. Nieustannie zbieramy swój indywidualny bagaż przeżyć. One kształtują nasze zachowania, poglądy, rewidują podejście do różnych spraw. Określają wartości, wyznaczają kierunki, torują drogi. Doświadczamy tych pozytywnych, które nas uskrzydlają ale też negatywnych, które bardzo dołują. Czasem nawet powodują rozpacz, żal, poczucie porażki oraz pustki. Dzięki nim uczymy się na błędach, wyciągamy wnioski, podejmujemy próby naprawy tego, co czasem niszczymy. Wszystkie są potrzebne, bez dwóch zdań. Jak mawiał klasyk: 👉 „Życie jest ciągiem doświadczeń, z których każde czyni nas silniejszymi, mimo że czasem trudno nam to sobie uświadomić” (Tom Ford) 👈. Tak jest w istocie, a przyszłość pokaże, czy odrobiliśmy życiowe lekce pilnie i ze zrozumieniem.

Ciężko opisać w jednym tekście ponad 30 lat doświadczeń, a już trochę mnie spotkało… Myślę, że przede wszystkim wiele dobrego. Dlatego w kolejnych wpisach uchylę rąbka tajemnicy z mojego życia. Oczywiście w rozsądnych granicach. Na początek poruszę wątek ciąży i macierzyństwa, bo był to jednocześnie najbardziej radosny, wzruszający ale też najtrudniejszy etap z jakim przyszło mi się zmierzyć. I choć nie jestem w stanie opisać i przekazać wszystkich towarzyszących mi wtedy emocji, to spróbuję (będzie to dla mnie miało moc terapeutyczną, tak sądzę), coś na ten temat naskrobać 📝.

Przychodzi taki czas w życiu kobiety, że chce zostać matką 👩‍👧‍👦.. To bardzo indywidualna kwestia, nie ma co generalizować. U mnie instynkt macierzyński pojawił się jako mocne pragnienie, coś tak silnego, że już nie chciałam niczego innego. Nie stało się to z dnia na dzień, dojrzewałam do tego dosyć… długo. Ale kiedy już przyszedł ten moment, kiedy podjęliśmy z mężem wspólną decyzję o powiększeniu rodziny wiedziałam, iż to będzie przełomowy moment w moim dotychczasowym życiu. Wizja zapowiadała się pięknie, rosnący ciążowy brzuszek, zakup mebelek, ubranek i tych ślicznych malutkich „kapcioszków” (urzekały mnie, seryjnie). Podjadanie bezkarnie słodyczy, spacery dla zachowania formy, praca do końca drugiego trymestru, spontaniczne spory o wybór imienia. Wszystko zaplanowane od „a” do „z”, pełnia szczęścia. Ale kubeł zimnej wody przyszedł bardzo szybko. Przyznam, że wręcz lodowatej 💧💧. Zwalił mnie z nóg ale zgodnie z tym co napisałam we wstępie, po latach mogę mogę z całą pewnością stwierdzić, że też skutecznie mnie też na nich postawił. Dużo by opowiadać, więc napiszę pokrótce jak to wyglądało w moim przypadku.

Zajście w ciążę niestety nie było takim „hop siup” jak zakładałam. Trzeba było uzbroić się w cierpliwość i uwierzyć w stare porzekadło: „nic nie jest dane od razu”. Niestety cierpliwość nie jest moją mocną stroną. Z miesiąca na miesiąc zaczynałam świrować. Na pewno pomógł wspólny wypad z mężem na tydzień do przyjaciółki do Londynu. Zwiedziliśmy wiele ciekawych miejsc w tym ogromnym, kosmopolitycznym, tętniącym życiem mieście i starałam się w końcu wyluzować. Londyn jest niezwykle inspirujący (ale to temat na inny wpis), a sam wyjazd chyba pomógł, gdyż po kilku miesiącach starań udało się. W końcu widzę wymarzone dwie kreski na teście ciążowym. Huraaa! Będzie mieli bobasa, naszego upragnione dziecko. Moja druga połówka szczęśliwa, nasze życie wkrótce się zmieni, zakładamy prawdziwą rodzinę. Nasz radość nie trwa jednak długo, bo niebawem zaliczam pierwszy z kilku długich pobytów w szpitalu Ciąża jest zagrożona, mam poważane problemy zdrowotne, małe szanse donoszenia… Ogrania mnie stres, strach, prawdziwy emocjonalny dołek, w końcu chodzi o moje dziecko. Do tej pory była to największa trauma, jak spotkała mnie w życiu. Czułam się jak tykająca bomba, czekająca na wybuch. Przez cały czas zażywałam leki, nie ruszałam się z łóżka, byłam w starym kontakcie z moim lekarzem, który dużo mi wówczas pomógł. Nikt ani nic nie był w stanie podnieść mnie na duchu. Bałam się… ogromnie. Nie będę wdawać się w szczegóły, gdyż ten etap uważam za zamknięty i mimo wszystko zbyt osobisty. Najważniejsze, że się udało i po 8 ciężkich miesiącach przyszedł na świat mój pierwszy syn. Prawdziwy cud, maleńki i śliczny ❤. Niestety początki macierzyństwa były bardzo trudne, problemy które miałam oraz przedwczesny poród nie pozostały bez konsekwencji. Starałam się być silna i uparcie walczyłam o jego zdrowie i życie. Ogromny stres i strach towarzyszyły mi nieustannie oraz odebrały poniekąd początkową radość z narodzin dziecka. Jednak znów miałam wiele szczęścia, bo wszystko dobrze się skończyło (trochę to trwało, uwierzcie mi) i wyklarowało. Młody był silny, po mamusi 😉. Dziś mam 8-letniego, inteligentnego, dobrego, małego przystojniaka. Choć jego fochy (przez duże „F”) i nastroje wystawiają moją cierpliwość na ogromną próbę, wiem, że warto było walczyć i nie poddawać się ani na chwilę. Życzę wszystkim kobietom które przeżywają podobne chwile dużo siły i nadziei… Mi towarzyszyła przez cały ten okres. Cuda się zdarzają, a moja starsza pociecha jest tego najlepszym przykładem.

Niedługo potem, bo raptem ponad półtora roku później (wszyscy są w szoku! Jak to, tak szybko? Po takich przeżyciach?) jestem w drugiej ciąży. Czuję się dobrze. Mogę normalnie funkcjonować, aczkolwiek lekarz zaleca nie forsować się i odpoczywać. Wkrótce okazuje się, że będzie drugi syn. O matko, trzech facetów w domu, istne szaleństwo 😱 Tym razem mogę planować i cieszyć się swoim odmiennym stanem. Młody rodzi się w terminie i znów pojawiają się problemy zdrowotne, ale moja intuicja pozwoliła mi je w porę wychwycić i zareagować. Dzięki temu szybko zostało wdrożone leczenie, dziecko było pod opieką specjalistów. Po raz kolejny pojawił się stres i strach, ale w tym wypadku również wszystko dobrze się skończyło. Wyrasta mi mały blond uparciuch, uwierzcie mi, bardzoooo charakterny. Ale jest przesłodki ❤. Jedyną „pozostałością” po drugiej ciąży była… ponad 25 kilogramowa nadwaga. Istna maskara. Drobna dziewczyna przerodziła się w słonia. Dosłownie. Z początku przeszłam załamanie, nie mieściłam się w ciuchy, byłam naprawdę duuuża (delikatnie rzecz ujmując)🐘. Waga ani drgnęła, już wiedziałam, że samo nie zejdzie. Zabrałam się więc do solidnej pracy, najpierw dieta, potem ćwiczenia i w bardzo szybkim tempie zgubiłam wszystko, baaa, nawet więcej. Udało się. Dzięki konsekwencji oraz ciężkiej pracy wróciłam do formy, którą zachowałam do dziś. Chcieć to móc, w istocie tak jest.

Nie wszystko wygląda jak w kolorowych magazynach. Życie kieruje się swoimi prawami, nie cukierkową fikcją. Warto jednak zawalczyć, nie poddawać się i zawsze mieć nadzieję. Ona nie jest matką głupich, teraz już to wiem.Ja dostałam porządnego kopa ale przewartościowało to moje życie. Z perspektywy czasu wiem, że ta sytuacja nauczyła mnie doceniać to, co wcześniej było dla mnie mało istotne. Byłam kłębkiem nerwów, a ilość problemów bardzo mnie przytłoczyła. Nigdy nie zapomnę tego strachu. W końcu chodziło o życie i zdrowie moich dzieci! Jednak wszystko dobrze się skończyło, więc tym bardziej doceniam ogromne szczęście które mnie spotkało. Mimo trudności los uśmiechnął się do mnie od ucha do ucha. Mam dwóch wspaniałych synów. Czego chcieć więcej? W tym miejscu postawię kropkę. Drogie mamuśki, życzę Wam ogromnych pokładów siły i dużej dawki optymizmu. A jeśli macie ochotę podzielić się swoją historią związaną z ciąża i macierzyństwem lub po prostu wyrzucić z siebie swoje emocje (niezależne od tego, jakie one są), czekam na komentarze pod wpisem. Tak między nami, kobietami 👩‍💻🗯.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *