Bez kategorii,  Podróże małe i duże

Piękno między skałami. Czechy część I

Tegoroczny sezon na podróże rozpoczęłam od zwiedzania zakątków naszych południowych sąsiadów. W majowy weekend wraz z rodziną i przyjaciółmi udałam się do Skalnego Miasta w Górach Stołowych, a więc kamiennego labiryntu który wyrzeźbiła natura. To w zasadzie dwa duże zbiorowiska skał znajdujące się w Adršpach i Teplice nad Metují, połączone trasą turystyczną. Wspólnie z mężem planowaliśmy ten wyjazd już w zeszłym roku, niestety nie doszedł do skutku. Tym bardziej cieszę się, że w końcu miałam okazję zobaczyć to piękne miejsce. Co ważne, dopisała pogoda. Po kilku tygodniach zimna i deszczu, na weekend w Czechach dopisało słońce i ciepło. Żyć nie umierać. Ale od początku.

Przygotowania do podróży rozpoczęły się w zasadzie kilka tygodni wcześniej od zarezerwowania noclegu i wspólnego obgadania planu zwiedzania. Skoro podróżujemy z dziećmi, warto mieć ustaloną trasę i wstępny koncept. Oczywiście często ulega on zmianie, zatem spontan i improwizacja na miejscu jak najbardziej wchodzą w grę 🙂 Niemniej jednak w sobotę punkt 6:00 pakujemy się do samochodu i w drogę! Ekipa z Rybnika rusza na podbój szlaku Opowieści z Narni. Gdzieś w połowie drogi robimy postój na siusiu i śniadanie (co tu ukrywać, posililiśmy się niezdrowym posiłkiem w najbardziej znanej sieci restauracji, w końcu od czasu do czasu to nie grzech), a potem z niecierpliwością pokonujemy kilometry do celu. Przygoda rozpoczyna się od skał w Adršpach. Wita nas jezioro, którego tafla olśniewa lazurowym kolorem (słońce potęgowało wrażenia), a po przekroczeniu Gotyckiej Bramy (można było poczuć się jak w filmie, w zasadzie ten punkt chciałam zobaczyć najbardziej) czeka nas kilkugodzinny spacer, podczas którego mamy okazję oglądać najpiękniejsze miejsca rezerwatu. Wśród nich sławna Głowa Cukru, Orle Gniazdo skalne wodospady, przystań dla łodzi turystycznych (flisakom humor dopisywał), szczelina skalna Mysia dziura i finalny punkt U Krasnoluda. Rzeczywiście miejsce bajeczne, prawdziwe cuda natury, które pomimo swego ogromu wywołały u mnie poczucie bezpieczeństwa… Nie wspominając o rześkim, czystym, przeszywającym nozdrza zapachu lasu. Był on jak uderzenie. Już nie pamiętam, kiedy doznania węchowe były przyczyną wewnętrznego chilloutu. Skalne widoki wywołały we mnie uczucie wolności, spokoju i relaksu. Niesamowite przeżycie, które choć trwało krótko, było mi bardzo potrzebne. Taka pozytywna pamiątka z podróży. Co ważne, dzieciaki (mimo wcześniejszych obaw) dały radę! Cała czwórka wzajemnie się motywowała a chwilowe kryzysy (oczywiście miały miejsce) zostały szybko zażegnane. Ufffff, możemy ruszać dalej.

Tak oto chwilę później zjawiamy się w teplickiej części skał. Po drodze mijamy sławne skały przypominające Sfinksa czy Psa, co daje pomysł, by urządzić dzieciom qiuz pt.: „która odpowiedź jest prawidłowa”. Taki motywator, by pomimo zmęczenia dalej podążały szlakiem (aczkolwiek nasze młodsze pociechy wylądowały już „na barana”). Wrażenie robią również Świątynia i Skalna Kaplica, a po wejściu w pewnie obszar rezerwatu (zwany Sybirem, tak przynajmniej sugeruje mapa Google), walczymy z nagłym, przejmującym zimnem. Natura po raz kolejny dostarcza emocji. I to niemałych! Jednak największą atrakcją, a zarazem ogromnym wyzwaniem była wspinaczka po trzystu metalowych schodach, by dotrzeć do ruin zamku i z góry popatrzeć na otaczające lasy. Piękne widoki, wiatr we włosach, kilka głębokich wdechów w piersi… A potem bardzo strome zejście, a więc nie lada wyzwanie. W momencie pokonania ostatniego schodka i postawienia stopy na twardym gruncie przychodzi ogromna satysfakcja, w szczególności dla dzieci. Zasłużyły na coś słodkiego (wszyscy zasłużyliśmy 😉) więc robimy mały postój a potem wracamy już do samochodu i w drogę do pensjonatu. Zmęczeni ale szczęśliwi opuszczamy rezerwat Skalnego Miasta.

Czeska kraina to ogrom labiryntów, tajemniczych zakątków i skalnych cudów rzeźbionych siłami natury, jednak nie zamierzam opisywać wszystkich atrakcji turystycznych. Z pewnością znajdziecie je na licznych blogach podróżniczych. Dla mnie najważniejsze były doznania obcowania z naturą i stanu który mi dostarczyła. Jej niekwestionowane piękno urzekło, pobudziło wyobraźnię, dało natchnienie. Z kolei intensywny i orzeźwiający zapach lasu wręcz oszołomił. W efekcie uruchomiłam tryb relaksu, wyciszenia i wewnętrznego spokoju, którego zdecydowanie mi w ostatnim czasie brak. I to było sedno, coś, czego zdecydowanie potrzebowałam. Warto to przeżyć, choć na chwilę. Te skały mają moc, oby pozostała we mnie na długo.

Docieramy do uroczego pensjonatu Adler (polecam w 100%), oddalonego ok. 20 minut drogi od rezerwatu w miasteczku Police nad Metují. Spokojna okolica oraz miłe przywitanie właścicieli powodują, że pomimo zmęczenia dobry humor nie znika. Wręcz odwrotnie, a w szczególności dzieciom. Wstępuje w nie tzw. „druga moc” i od razu po wyjściu z samochodu biegną na plac zabaw. Czasem zastanawiam się, skąd czerpią tyle siły? Odpowiedź nasuwa się tylko jedna: z spontaniczności i szczerej, dziecięcej radości. Aż chce się wrócić do tych czasów… Wieczorem zjadamy pyszną pizzę w pobliskim lokalu, wypijamy czeskie piwko na tarasie ośrodka i udajemy się (po ostatecznym zagonieniu naszych pociech do łóżka!) na odpoczynek. Sobota w Skalnym Mieście dobiega końca, połowa wycieczki za nami. Niedziela również zapowiada się ciekawie, zamierzamy spacerować w chmurach, oj tak 😉 Wkrótce dalsza część opowieści.

WYPRAWY 2019 uważam za otwarte.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *