Łapię życie garściami

Sportowe wyzwania czyli moje premierowe zawody w Nordic Walking

Jakiś czas temu wrzuciłam wpis http://bymegi.pl/2019/05/01/ruszylam-tylek-z-kanapy-i-dobrze-mi-z-tym/. Tekst napisałam dawno, ale wszystko podtrzymuję, słowo. Choć różnie bywa z regularnością i możliwościami moich treningów (kilkumiesięczny zakaz z powodu zabiegu ortopedycznego, wielokrotnie łamany), nadal staram się żyć aktywnie. Sport wpływa korzystnie na samopoczucie i stan umysłu. Pobudza i dodaje energii, pozwala ujść złym emocjom, podtrzymywać formę. Niestety choć efektów dla mojej figury od dłuższego czasu już nie dostrzegam (chyba pesel robi swoje), to spalić zbędne kalorie zawsze warto. W ostatnich kilku miesiącach z powodu operacji stopy miałam duże ograniczenia, przeszłam rehabilitację i nadal odczuwam ból. Z większości ćwiczeń musiałam zrezygnować lub mocno je ograniczyć. Mój ortopeda stwierdził, że pomimo wrodzonego ADHD muszę na dłuższy czas odpuścić. Powrót do zdrowia i pełnej sprawności musi mieć swój czas…😧 Wyszłam z tej wizyty z łzami w oczach. Przecież nie będę siedzieć tyle czasu bezczynnie na kanapie, dramat! Jednak moja motywacja nie znikła i na przekór wszystkim podjęłam kilka sportowych decyzji. Odbyłam kilka spotkań z trenerem personalnym (do zajęć z nim wrócę po wakacjach), zapisałam się na rybnicki runmageddon czyli XIV Kamień Extreme i postanawiam wziąć udział w marszu Nordic Walking podczas XVII edycji Atlantis Bieg Opolski im. Rodła.

Ponieważ marsz NW miał odbyć się 6 lipca, miałam niewiele czasu na przygotowania. Ale nie zrezygnowałam, żałuje się tylko tego, czego się nie spróbowało. Na początku czerwca rozpoczęłam treningi ale widziałam, że niemozliwością jest po tak długiej przerwie mieć dobry czas i uplasować się na dobrej pozycji. Postanowiłam więc, iż wystarczającym osiągnięciem będzie zmieścić się w czasie, dostać upragniony medal za ukończenie trasy i nie zająć ostatniego miejsca 😉 Tylko tyle lub aż tyle. Zatem ściskałam kije w rękach i trenowałam tyle, na ile pozwolił mi czas i możliwości.

W dzień zawodów wraz ze znajomymi biegaczami (biegną na 10 km) udajemy się do Opola. Mały stresik jest. Miasteczko biegowe tętni życiem, wokoło mnóstwo ludzi oraz wystawców, więc generalnie można degustować i kupować do woli. Pogoda dopisuje aczkolwiek upał trochę męczy, kilka stopni mniej było by bardziej wskazane. Odbieramy numery startowe i czas szykować się do marszu. Wszystkie konkurencje odbywają się alejkami parku wyspy Bolko, zatem podłoże na kijki było całkiem spoko. Start Nordic Walking poprzedza kilkunastu minutowa rozgrzewka, a punkt 12:30 wyruszamy. Do boju! Zawodnicy z czołówki znikają w mega szybkim tempie, żeby ich dognić musiałbym mieć chyba quad, to już naprawdę wyższa liga 😉 Nie ma jednak co się użalać, całą trasę przechodzę mniej więcej w takim samym tempie, nie zwalniam bo czuję, że to mnie pokona. Jest dobrze, mimo iż na początku odczuwam duży ból głowy (chyba odezwał się ośródek w mózgu odpowiedzialny za głód), to adrenalina robi swoje, więc daję radę. Idę w krok w krok z innym uczestnikiem (ok, w miarę możliwości i kiedy oddech pozwala trochę plotkujemy) i w sumie pilnujemy sobie nawzajem utrzymania tempa. Po 5 km ląduję na mecie, jestem zmęczona, spocona ale szczęśliwa, udało się! Od organizatorów otrzymuję kwiatka, Big Milka dla ochłody i całkiem fajny zestaw startowy. Ale teraz najważniejsze: mój czas wynosi 00:41:25 (lepszy niż podczas treningów) i zajmuję 24 miejsce na 60 uczestników w ogólnej klasyfikacji. Do tego jestem 9 kobietą na 36 uczestniczek, zatem uplasowałam się w pierwszej dziesiątce. Wooow, to całkiem dobry wynik, pomimo iż czułam się kompletnie nieprzygotowana do tych zawodów. Jestem z siebie zadowolona, wręcz dumna. Numer 2034 przyniósł mi szczęście 🙂 To pozytywny kop w tyłek i duża motywacja aby dalej maszerować i znów wystartować w zawodach. No i poprawić swój wynik, przecież może być tylko lepiej. Mam nadzieję, że nie spocznę na laurach. Udział w Atlantisie był moją premierą i całkiem fajną przygodą. Być może połknęłam bakcyla rywalizacji, kto wie…. Pod koniec września czeka mnie kolejne, runmageddonowe starcie. Będzie extreme 🙂

Na koniec imprezy w Opolu wraz ze znajomymi i rzeszą innych uczestników bierzemy udział w losowaniu nagród, organizatorzy postarali się w tym temacie. Mimo, iż jesteśmy ogromnie zmęczeni i doskwiera upał, mamy nadzieję, że może w końcu uda się nam coś wygrać 🙏 Niestety na nadziei się kończy… Ale nie ma co się dołować, nie wychodzimy z pustymi rękami. Mamy satysfakcję i fajne upominki startowe. Czas na powrót i zasłużony odpoczynek w domu.

PS. Czas na kolejne sportowe wyzwanie 💪 Po prawie 20 latach przerwy w jeżdżeniu kupiłam sobie rolki. Mój starszy syn uczy się jazdy, a ja postanowiłam sobie przypomnieć (kiedyś uwielbiałam na nich śmigać). Potem zamierzamy sunąć razem. Mam kolejne pole do sportowych manewrów i zielone światło od ortopedy 💚😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *