Łapię życie garściami

Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta…

Coca Cola zwiastunem świąt

Gdy na ekrany TV wjeżdża czerwony tir z Mikołajem Coca-Coli, wiadomo, że zaczyna się przedświąteczna gorączka 🎄. Szybko nakręca się sprzedażowa machina i szał promocji. Okres poprzedzający Boże Narodzenie jest niezwykle intensywny, a mówiąc wprost, jest zapiernicz 😱. Poza zakupem prezentów pozostają jeszcze porządki, wypieki, skombinowanie choinki czy ozdabianie domu. Lista zadań do wykonania rośnie, a czas niestety nie. Trzeba się sprężyć. Trzeba skorzystać z rabatów. Trzeba mieć wszystko na błysk. Istna harówka. A mówią, że święta to cudowny czas odpoczynku i spotkań z bliskimi. To gdzie ta magia? To gdzie ten spokój? To gdzie ten relaks? Otóż są, tylko umiejętnie schowane. Na szczęście wszystko da się odkopać. Wystarczy kilka prostych trików.

Męskie ręce w ruch

Okna – „czyścicielski” temat przewodni świąt 😏. Postawmy sprawę jasno: trzeba je umyć. Pogoda nie rozpieszcza i zamaszyście brudzi szyby, a do tego oblega je wszechogarniający kurz. Poza tym nie mam w mieszkaniu firanek, więc każdą kapkę widać w całości. No chyba, że zasłonię je roletami, ale ileż można ukrywać dowód lenistwa? Zaważywszy, że u pedantki powinny się błyszczeć. Wstyd mi. Ale mam patent. Kupiłam myjkę karchera więc nie muszę męczyć się z mozolnym pociąganiem szmatą. Przy okazji uruchomiłam gadżetową ciekawość męża, który w ferworze chęci wypróbowania sprzętu wypucował je wszystkie. Już nie muszę skakać po drabinie i męczyć się z smugami. Ale refleksja w temacie świątecznego sprzątania jest zupełnie inna. Nie trzeba inwestować w drogi sprzęt, żeby robienie porządków było szybsze i łatwiejsze. Wystarczy zainwestować w solidne, energiczne, męskie ręce, które pomogą i trochę wyręczą. Podzielmy się obowiązkami, niech świąteczna bieganina będzie naszą wspólną 💪. Zagońmy chłopa do roboty, a co!

Ciasteczkowi pomocnicy

Produkcja (czasem wręcz taśmowa) świątecznych ciasteczek jest tradycją od której ciężko się wymigać. W szczególności, że cudownie smakują. Odkąd mam dzieci wypieki pierniczków to grudniowy must have i basta 🍪. Żeby wyjść z tego procederu bez zszarganych nerwów, można podejść do tematu na dwa sposoby. Po pierwsze przygotować je w systemie ratalnym, wyrobić ciasto wcześniej i zamrozić. W wolnym czasie zrzut na stół, wałkowanie, wycinanie kształtów foremkami i hop do piekarnika. Dla mnie to dobra opcja, gdyż lubię mieć rozplanowaną paczkami pracę. Po drugie zarezerwować dłuuugie popołudnie i zrobić wszystko naraz. Niezależnie od wyboru, temat jest do ogarnięcia Najgorsze przychodzi w momencie dekorowania. U nas to istny misz masz 😎. Nawet jeśli wypieki miały jakiś kształt, w momencie gdy chłopcy zaczynają zdobić, tracą go bezpowrotnie. Najpierw odbijanie paluchów na utytłanych plackach z polewy czekoladowej i lukru. Potem w ruch idą kolorowe pisaki cukrowe i esy floresy w każdym kierunku. Na końcu sypanie kolorowymi kuleczkami, płateczkami i innymi cudeńkami, które lądują dosłownie wszędzie. W międzyczasie podjadanie wszystkiego. Na koniec pogoń odkurzaczem za tym, co turla się po całym mieszkaniu. Efekt jest jednak zaskakująco dobry. Ciasteczka mają swój niepowtarzalny urok i co najważniejsze, są pyszne. W tym momencie słowa „zostaw, to na święta” tracą swoją ważność. Podjadamy notorycznie, w szczególności ja. W sumie dobrze mieć takich dekoratorów, a w zasadzie ciasteczkowych potworów.

Zaplanować i odhaczyć

Wybór prezentów to niełatwa sprawa, w szczególności dla dzieciaków, których w mojej rodzinie trochę się nazbierało 🎁. Do tej pory było to dość problematyczne i męczące, no bo co kupić, skoro wszystko już mają? A przecież fajnie, jak się autentycznie ucieszą… Mój patent jest prosty: pytam rodzinę i przyjaciół, czym się aktualnie interesują i czy mają jakieś życzenia. Jeśli można im sprostać i nie muszę w tym celu objeżdżać wszystkich marketów w mieście, kupuję to, co zaproponowali. Jeśli nie dostaję jednoznacznej odpowiedzi lub słyszę „wymyślanie”, kupuję po prostu bon podarunkowy do najbardziej znanego sklepu z zabawkami i dziecięcym asortymentem. Radość dzieci z otrzymywanych prezentów jest bezcenna ale nie dajmy się zwariować. Wszystko w granicach zdrowego rozsądku. Poza tym uczę swoje dzieci, aby umiały cieszyć z każdego podarunku, niezależnie od ceny i wielkości. Zawsze robię sobie listę prezentową (uwaga: pod żadnym pozorem nie wieszać na lodówce, przecież prezenty przynosi „Dzieciątko”) i poświęcam jedno lub dwa popołudnia na świąteczny shopping. Oczywiście pomaga mi mąż 😉. A ponieważ u nas króluje płeć męska, bez problemu ogarnia temat. Najważniejsze mieć konkretny plan i odhaczać listę załatwionych spraw. Bez popłochu i zbędnej gonitwy. Potem wszystko ładnie zapakować i gotowe. Nic tylko się cieszyć.

Przedświąteczny szał można ogarnąć. Oczywiście swoje trzeba zrobić ale bez zbędnego stresu i przemęczenia się. Wystarczy rozplanować pracę, mieć dobrych pomocników i odpuścić sobie to, co niewykonalne. Wyluzować, bo świat się nie zawali. Wtedy przygotowania będą preludium do spędzenia kilku fajnych dnia. Pełnych odpoczynku, luzu i resetu. Radosnych i spontanicznych w gronie ludzi, których się kocha 🤗. Można? Pewnie, że TAK.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *